Z każdej góry trzeba zejść.

czwartek, 28 lutego 2019

Słowem jak brzytwą • fragmenty książki „Życie na pełnej petardzie”

„Wspomnienie jednego z karnych apeli. Zmierzch PRL-u. Zostałem wywołany na środek, ponieważ miałem na sobie czerwony sweter, a tego dnia wszyscy powinni być w mundurkach. Przed szereg wezwano też Artura, bo był w kurtce. Wychowawczyni stanęła przed nami i się wydzierała. Uczucie koszmarne, skojarzenia obozowe. «Czy taaaaaaak wygląda uczeń?! Czy taaaaaaak wygląda uczeń?!» – krzyczała. Na mnie to w ogóle nie robiło wrażenia, ponieważ w domu zostałem nauczony, że jak ktoś się drze, to znaczy, że problem jest w nim, nie we mnie”.

czwartek, 17 stycznia 2019

Okołoświątecznie, czyli gdy (nie) wystarczy się spotkać

Foto: arch. pryw.
Ostatnie Święta po raz kolejny skłoniły mnie do refleksji, że to wyjątkowo dobry czas, by skonfrontować się z językiem osobistym, a przynajmniej sprawdzić, jak działa, i czy w ogóle działa – w najbliższym otoczeniu. Oczywiście, dotyczyć to będzie przede wszystkim tych osób, które wcześniej tego nie robiły.

czwartek, 22 listopada 2018

O planach i ich braku, wierze i życzliwości

Zeszłoroczny Dzień Życzliwości przyniósł mi złą wiadomość. To dlatego zapewne dowiedziałam się o tym święcie, bo wyrwana z codziennego pędu – spojrzałam w kalendarz.

poniedziałek, 17 września 2018

Powakacyjnie, życiowo

Foto: arch. pryw.
Pewnego wrześniowego poranka, idąc rano do pracy, wyobraziłam sobie spotkanie z dawno nie widzianą osobą. Kimś, kogo znam: – Jak było na wakacjach?

czwartek, 9 sierpnia 2018

Miasto jak skóra

Ten wpis, a właściwie jego zaczątek jest bardzo stary. Sięga czasów, gdy wieczorami potrafiłam jeszcze spotkać się z własnymi myślami. Otwock. A więc nuta osobista.

Zapiski jednak nie pochodzą z Otwocka. Oto pierwszy raz, na placu zabaw z Marysią. Coś, czego jeszcze nie znam.

czwartek, 12 lipca 2018

Tenis, kawa i rock’n’roll

Gdy kończy się wielkie piłkarskie święto, ja myślę o tenisie. A to dlatego, że na stole w mojej kuchni – wśród innych gazet, papierów i książek – przewala się magazyn „Tenis”, który na światło dzienne wyciągnęłam przed paroma miesiącami. Wydanie sprzed lat. W dodatku jedna z inicjatyw wydawniczych tyleż chybionych, co niemających szans na powodzenie.

środa, 27 czerwca 2018

Z kalendarza zadziwień

Tytuł wymyśliłam jakiś czas temu. Ale nie pasował do żadnego z tekstów, które mam w swojej głowie. To było o moim życiu, i moim byciu mamą. I o potrzebie rozumienia własnego dziecka – nie według dostępnych mi, znanych wcześniej wzorców.
Wszystkie teksty na tym blogu – o ile nie jest podpisane inaczej – są mojego autorstwa. Jeśli chcesz wykorzystać tekst lub jego fragment, skontaktuj się ze mną.