Nienormalna reakcja na nienormalną sytuację jest normą.

środa, 8 lipca 2015

W trosce o cenny uśmiech

Foto: www.pajacyk.pl
Pajacyk na moim blogu znalazł się nie dlatego, że chcę komuś zrobić reklamę. Uważam, że pomaganie może być przyjemnością i dawać poczucie spełnienia. Oczywiście, z pustego i Salomon nie naleje. Niemniej jednak… Ale jeśli przyjemność miałaby się kojarzyć z trudem, obowiązkiem czy powinnością – pewnie pchać się w to nie warto.

W moim laptopie, o ile dobrze pamiętam, Pajacyk wyświetlał się kiedyś jako tło pulpitu. Dziś takiej funkcji nie ma. Właściwie nie wiem, co spowodowało, że przypomniałam sobie o tym internetowym przedsięwzięciu. Jakiś splot zasłyszanych wiadomości i skojarzeń.

Marzec 2001 roku. Na konferencję inaugurującą uruchomienie strony w Internecie jadę jako dziennikarka lokalnych mediów. To, że są na niej Ci z Dużych Mediów (czytaj: opiniotwórczych), robi na mnie wrażenie. Opuszczając siedzibę Polskiej Agencji Prasowej mijam panią, która przez telefon, na gorąco dyktuje treść informacji tudzież depeszy. Wow!

Jak działa Pajacyk? Bardzo prosto. Gdy klikasz w jego brzuszek, ten się napełnia. Pomału, rzecz jasna. W swoim artykule odnotowuję, że jedno kliknięcie to 40 groszy, które trafiają na konto Polskiej Akcji Humanitarnej. I że ta kwota przestaje być banalna, gdy pomnoży się ją przez sześć tysięcy. Tyle kliknięć zarejestrowano bowiem jednego dnia, zanim odbyła się premiera strony. Niebanalny jest również cel, bo pieniądze idą na dożywianie głodnych dzieci. W samym tylko roku szkolnym, który właśnie minął, ufundowano prawie 330 tys. obiadów (od 1998 roku, gdy PAH pomaga głodnym dzieciom, ponad 8200 tys.). A są i inicjatywy, których efekty widać gołym okiem, jak choćby budowa specjalnej kliniki w Sudanie Południowym.

Pajacyk na moim blogu znalazł się głównie przez sentyment. To moja mała cegiełka, bo przecież z Internetu korzystam na co dzień, a klikanie nie kosztuje ani wysiłku, ani pieniędzy. A ponadto lubię pisać o tym, że można pomagać, i że ktoś to robi. I cieszy mnie, jeśli swoim pisaniem mogę dołożyć coś od siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie teksty na tym blogu – o ile nie jest podpisane inaczej – są mojego autorstwa. Jeśli chcesz wykorzystać tekst lub jego fragment, skontaktuj się ze mną.