Być normalnym, wymaga odwagi.

środa, 22 lipca 2015

Matka to dobry pracownik

Foto: arch. pryw.

Bardzo mi ten temat siedzi w głowie. Od dawna. Ale napisanie tekstu wciąż odkładam. Rośnie tylko ilość papierów i linków, do których zamierzam zajrzeć, przygotowując go. Dlatego dziś, gdy postanawiam nad tym przysiąść, trudno mi to ogarnąć. O matkach – tym, co „mogą” a co „powinny”, co jest lepsze i dla kogo – każdy mówi, co chce. Sporo w tym emocji, jestem wręcz zaskoczona, skąd w nas taka skłonność do obśmiewania poglądów innych osób. No więc pewnie też się wystawiam na obstrzał. Trudno. Zaczynam od początku.

Tekst, po którym w mojej głowie urósł pewien plan, ukazuje się w „Gazecie Wyborczej” pod koniec stycznia zeszłego roku („Dziennikarki Wyborczej zostały matkami”). Mówi mi o nim mój mąż, dodając, że czytał go zażenowany. Dla mnie to wyjątkowy czas, bo od kilku dni jest z nami w domu Marysia i uczę się, jak być mamą. Prawie nie zaglądam do Internetu i – prawdę mówiąc – dobrze mi z tym.

Do tekstu, będącego kolejną inspiracją, zaglądam od razu. Luksusowy magazyn dla kobiet przywozi mi ciotka, tytuł – który denerwuje mnie do dzisiaj („Komu jestem potrzebna?”) – aż bije z okładki. Pewnie, temat powrotu do pracy po rocznym urlopie macierzyńskim nie schodzi z pierwszych stron gazet co najmniej od pół roku. W pamięć zapadają mi dwa zdania, czuję, że to o mnie.

„Odkąd urodziło się dziecko, jestem lepiej zorganizowana”.

„Pracownik, który zostaje rodzicem, zdobywa nowe umiejętności, takie jak efektywność, odpowiedzialność”.

No właśnie! Dlaczego, mówiąc o byciu matką, a de facto godzeniu pracy zawodowej z domem, poruszamy się tylko po tych dwóch płaszczyznach, przyjmując tym samym postawę obronną? – zastanawiam się. Co poza strachem siedzi w głowach kobiet i dlaczego tak o tym mało?

Nie, nie czeka na mnie żaden etat. Nie jestem też na urlopie wychowawczym i nie odwlekam momentu rozstania z pracodawcą. Siedzę w domu i pracuję za darmo, wykonując ważną społecznie pracę, jaką jest wychowywanie dziecka. Może w CV tego nie napiszę i zostanie tzw. biała plama, ale nie zamierzam się tłumaczyć. Takie okresy ma w życiu niemal każda kobieta. I to naturalne, że priorytety wówczas się zmieniają. Jednocześnie czuję, że pomału staję się gotowa, by wrócić na rynek pracy. Czy moje kompetencje się zdezaktualizowały? Nie sądzę. Niewątpliwie potrzebuję czasu na rozbieg, ale nie inaczej jest przecież, gdy do zawodowych obowiązków wracamy po odpoczynku wakacyjnym. A ile jest rzeczy, których wciąż MOGĘ się nauczyć. Kto wie, a może to pora na zawodową rewolucję i realizację marzeń?! Bo w końcu tyle lat siedziałam w jednym środowisku, że mogłam stać się ignorantką… Nie, i zdecydowanie zaprzeczam, że „kupa, karmienie i misiu to – jak ktoś ujął – jedyne słowa, na które reaguje moja sieć neuronowa”. W takim nastawieniu do matek wyczuwam duży brak życzliwości. Albo po prostu zrozumienia.

Dziewczyn z „Wyborczej” trochę mi szkoda. Nawet bardzo. Ich tekst przeczytałam z przerażeniem. Było ciepłe, letnie przedpołudnie, Marysia akurat spała. A więc czas dla mnie. Nie umiem sobie jednak wyobrazić, że takie momenty mogłabym wykorzystywać, by robić coś zgodnie z wyznaczonym deadline’m. Albo karmić czy przewijać dziecko, z podskórną irytacją, że laptop jest włączony non stop, a moja robota leży odłogiem. No nie! Mimo że praca była i jest dla mnie czymś ważnym.

O macierzyństwie myślę dziś jak o czasie, który został mi dany, ale i zadany. I staram się dostrzec korzyści. Oczyściłam głowę. Na dotychczasowe doświadczenia i w ogóle życie patrzę z nowej perspektywy. Dowiedziałam się wiele o sobie, ba!, jestem przekonana, że rzeczy – których się nauczyłam – mogą się też przydać w pracy. Bo gdy jesteś z dzieckiem, siłą rzeczy nabywasz cechy, takie jak dyspozycyjność, elastyczność, umiejętność szybkiego dostosowywania się do zaistniałych potrzeb czy otwartość na zmiany. Niejako wchodzą ci one w krew. Oczywiście, odpowiedź na pytanie, czy dzięki temu ktoś mnie będzie chciał zatrudnić, należy już nie do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie teksty na tym blogu – o ile nie jest podpisane inaczej – są mojego autorstwa. Jeśli chcesz wykorzystać tekst lub jego fragment, skontaktuj się ze mną.