Nienormalna reakcja na nienormalną sytuację jest normą.

środa, 12 grudnia 2012

Nie taki komputer straszny

Klaudiusz ma 27 lat i jest programistą w warszawskiej firmie informatycznej Metropolis Software.To jego pierwsza stała praca. Gry komputerowe traktował kiedyś jako hobby, bardziej wciągała go gra na giełdzie, w liceum interesował się ekonomią. Dość przypadkowy wybór studiów informatycznych okazał się strzałem w dziesiątkę. Decyzji nie żałuje, bo – chcąc być lojalny wobec samego siebie – upewnił się w wyborze.

Już na początku liceum (XXXIII LO im. Mikołaja Kopernika w Warszawie) wyróżniał się z przedmiotów ścisłych, dlatego po pierwszym roku na­uki, zachęcony przez nauczyciela fizyki, przeniósł się do klasy o profilu matematyczno-fizycznym. Ale po trzeciej klasie zmienił go na geograficzno-ekonomiczny, bo planował studia w SGH. Nie interesował się informatyką. Bawił się grami i grafiką komputerową. Jednak na dwa tygodnie przed ostatecznym terminem złożył dokumenty na dwa wydziały informatyczne: na Politechnice Warszawskiej (Wydział Elektroniki, Instytut Informatyki) i Uniwersytecie Warszawskim (Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki, Instytut Informatyki). – Po zdaniu egzaminów wybrałem UW, bo tam trudniej się było dostać – mówi Klaudiusz.

Od truskawek do asertywności

Informatyką spodobała mu się od ra­zu, ale o pracy w tej branży zaczął myśleć dopiero na trzecim roku studiów. Początkowo miał za dużo nauki i nie szukał stałego zajęcia. By mieć jakiś grosz przy duszy, dorabiał w wolnych chwilach – zbierał np. truskawki i rozdawał ulotki na konferencji. Wnikliwie czytał ogłoszenia prasowe, a raz odbył nawet rozmowę kwalifikacyjną w firmie informatycznej, ale był to tylko – jak podkreśla – rekonesans.

Chciał, by jego przyszła praca wiązała się z grami. Dlatego od trzeciego roku zapisywał się na zajęcia z grafiki komputerowej. Umiejętności pogłębiał w domu, dużo czytał. Kiedyś dowiedział się od kolegi, że ktoś chce zrobić grę i zbiera ludzi. Spotkania tej grupy studenckiej odbyły się kilka razy i na tym się skończyło. – Nie mieliśmy pieniędzy, więc chyba stąd brak motywacji. Wszyscy powoli się wykruszali – wspomina Klaudiusz.

Jednak poznał tam dwie osoby związane z firmą 3D Art Multimedia, projektującą strony internetowe. Dzięki tej znajomości zaczął pracować dla firmy na zlecenie. – To był czwarty i piąty rok studiów. Robiłem proste rzeczy z grafiki komputerowej, co nie zajmowało mi więcej niż kilka godzin na tydzień lub dwa – opowiada Klaudiusz. Pierwsze doświadczenia zawodowe wiązały się z kontaktami z pracodawcą i negocjowaniem warunków pracy. Klaudiusz mówi, że przeszedł wtedy dobrą szkolę asertywności, bo nie chciał wykonywać dodatkowych zadań bez dodatkowego wynagrodzenia.

Informatyka mimo wszystko

Udawało mu się godzić pracę ze studiami. Wolnego czasu miał zresztą tyle, że po czwartym roku informatyki zdał na Wydział Nauk Ekonomicznych UW. – Rezygnacja ze zdawania do SGH dręczyła mnie przez długi czas. Nie byłem pewien słuszności tej decyzji i chciałem to sprawdzić. Poza tym, chciałem spróbować czegoś nowego – wyjaśnia Klaudiusz.

Po roku stwierdził, że ekonomia mu nie odpowiada. Uważał, że nie wie, za co dostaje się tu oceny. Natomiast studia informatyczne, mimo braku praktyk, a wręcz „przeteoretyzowania”, nauczyły go myśleć w sposób logiczny i koncepcyjny. Zrezygnował więc z ekonomii. Próbę powrotu do wcześniejszych zainteresowań kwituje: – Myślę, że gdyby mi się spodobało, to bym został. Poza tym, czułem się trochę za stary na zaczynanie studiów od nowa.

Wirtualną żaglówką po pracę

Klaudiusz orientował się już, że osoby układające gry tworzą rynek, ale po informatyce mógł przecież zostać programistą. Okazja trafiła się szybko: do studentów piątego roku przyszedł mail od firmy z ofertą pracy. Warunek wstępny stanowiło zaprezentowanie hobbistycznych programów graficznych. Z przedstawionych przez siebie Klaudiusz pamięta kostkę z galaretki, którą można było rzucać, i symulator żaglówki: – Osoba sterująca mogła zobaczyć, jak zachowuje się żaglówka pod wpływem zmian wiatru i ruchów sterem – opowiada.

Kolejnym zadaniem, na które przystało tylko pięciu z około 10 początkowych chętnych, było narysowanie potwora do gry wymyślonej przez przyszłych pracodawców. – Chodziło o wczytanie trójwymiarowego modelu potwora z pliku i narysowanie go na ekranie z możliwością ustawienia oświetlenia. Dano nam na to tydzień, bo było to rzeczywiście trudne i wymagało pomysłu – tłumaczy Klaudiusz. Był jedną z trzech osób, które poradziły sobie z tym zadaniem. We wrześniu 1999 r., jeszcze bez tytułu magistra informatyki, rozpoczął stałą pracę.

Rady Klaudiusza:

• Dąż do realizacji marzeń, nawet jeśli wydają się niemożliwe do osiągnięcia. Każdą pracę (nawet tymczasową) traktuj poważnie i przykładaj się do niej. Próbuj w różnych dziedzinach, by mieć większą możliwość wyboru tego i co ci się naprawdę podoba.
• Najlepiej wybierz pracę, co do której jesteś pewny, że będzie ci dawać satysfakcję – nie patrz tylko na zarobki.

Pełna publikacja mojego artykułu: „Rzeczpospolita”, 3.04.2002

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie teksty na tym blogu – o ile nie jest podpisane inaczej – są mojego autorstwa. Jeśli chcesz wykorzystać tekst lub jego fragment, skontaktuj się ze mną.