Być normalnym, wymaga odwagi.

czwartek, 12 lipca 2012

Elastyczność za cenę beztroski

Atutem absolwenta socjologii, który właśnie wkracza w zawodowe życie, jest jego wiedza – twierdzą naukowcy z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Pracodawców ten argument nie przekonuje. Recesja na rynku weryfikuje stereotypy dotyczące zawodu socjologa.

W powszechnym przekonaniu socjolog to ankieter. Kojarzony jest z nauką o ludziach, statystyką i wiedzą, która w życiu niewiele się przydaje. W istocie opracowywanie ankiet to dopiero przedsmak przyszłej pracy, a wszechstronność wykształcenia socjologicznego pozwala radzić sobie w różnych zawodach. Studia nie przygotowują do nich od strony praktycznej. Dają ogólną ogładę humanistyczną i w tym zakresie nic nie zmieniło się od lat. – Ktoś, kto kończy trzy lata nauki, ma bardzo porządne zaplecze teoretyczno-naukowe. Opierając się na nim, dobiera sobie zajęcia warsztatowe i własne praktyki. W przypadku absolwentów pytać można natomiast o to, czy takie przygotowanie pozwala na szybkie uzupełnianie wiedzy o elementy potrzebne w nowym miejscu pracy – mówi profesor Paweł Śpiewak, kierownik Katedry Myśli Społecznej w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

W zgodzie z rynkiem

Program nauki w Instytucie Socjologii UW obejmuje wiele przedmiotów ogólnych, takich jak filozofia, metodologia czy psychologia społeczna. Studenci uczą się ich przez pierwsze dwa lata. Od trzeciego roku samodzielnie układają sobie ścieżkę zajęć i wybierają specjalizację. Na tym etapie widać już, że studia dopasowują się do rynku. Normą stały się na przykład zajęcia z marketingu czy prawa unijnego. Po roku 1989 pojawiły się specjalizacje dające umiejętność negocjacji, prowadzenia badań reklamowych czy pracy w administracji publicznej, ale można też specjalizować się w ściśle socjologicznym kierunku, na przykład dobór próby. Ta różnorodność ma inspirować.

– Na socjologię zdawałem bez konkretnych planów, mając mgliste pojęcie, czym w ogóle jest. Przez pięć lat myślałem zarówno o polityce, public relations, o pracy w firmie badawczej. Dopiero przy wyborze przedmiotów specjalizacyjnych uświadomiłem sobie, że chciałbym pracować w dziale zarządzania zasobami ludzkimi. Plan zajęć podporządkowałem temu, by zdobyć jak najwięcej teoretycznej wiedzy na interesujący mnie temat – opowiada Paweł Książyk, asystent konsultanta w Hays Personnel Poland.

Taki system organizacji odpowiada osobom o sprecyzowanych zainteresowaniach. Twierdzą nawet, że program mógłby być bogatszy.

Fachowcy z tytułem

Według pracowników naukowych studenci socjologii są z roku na rok coraz lepsi. Przykładają się do nauki, są wymagający wobec wykładowców, mają bardzo dobry warsztat, znają języki obce. Powszechne wśród młodych wydaje się inwestowanie w siebie ze względu na przyszłą pracę. Dostrzegają to ich starsi koledzy, którzy wchodzili na rynek w latach dziewięćdziesiątych. – Myśmy raczej poruszali się w świecie idei, oni przygotowują się do konkretnych zadań zawodowych. Mają inną motywację, dokładnie wiedzą, czego chcą – komentuje Krzysztof Kruszewski, dyrektor generalny i współzałożyciel SMG/KRC Poland.

Jak twierdzi profesor Śpiewak, obecne pokolenie jest bardziej elastyczne niż to z poprzedniej dekady. – Wcześnie znajdują sobie miejsce na rynku, bo wiedzą, że przyszły pracodawca interesować się będzie głównie ich doświadczeniem zawodowym. Zarazem nie rezygnują ze swoich ambicji intelektualnych, chętnie się uczą – mówi.

Tytuły naukowe wróciły do łask. Przed 1989 rokiem zostawało się na uczelni i sam prestiż naukowca wystarczał. – Kariera akademicka wydawała się szczególnie atrakcyjna, s na studia socjologiczne szło się po to, by nie myśleć o późniejszej pracy – wspomina Krzysztof Nowak, prezes Agencji Profile, który ze statusem żaka rozstał się na początku lat osiemdziesiątych. W latach dziewięćdziesiątych młodzi często przerywali naukę, by jak najszybciej znaleźć się na rynku pracy. Dziś z kolei w celu poszerzenia umiejętności przydatnych w pracy decydują się na studia doktoranckie czy podyplomowe.

W kolejce po pracę

Z badań Agencji Promocji Studentów Socjologii PaPSS działającej przy uczelni wynika, że młody socjolog największe szanse na pracę ma w instytucji badawczej albo w doradztwie personalnym. Rzeczywistość tego nie potwierdza. Fluktuacje na samym rynku badawczym są w skali roku niewielkie. – To branża młoda, najstarsi pracownicy mają po czterdzieści pięć lat. Dlatego zatrudnienie ma charakter odtworzeniowy – ktoś odchodzi albo wyjeżdża i trzeba zastąpić go nową osobą. W dodatku socjolodzy nie mają tu monopolu na wakaty – mówi Piotr Kwiatkowski, wiceprezes Instytutu Pentor.

Instytucje o ugruntowanej pozycji rynkowej mają jasny system wymagań. Zadaniem nowych pracowników jest więc dopasowanie się do tych oczekiwań.

– Na początku studiów założyłam sobie, że co semestr będę zdobywała jakiś „papier”, czyli dodatkowe kwalifikacje. Zajęłam się działalnością społeczną. Organizowałam międzynarodowe wymiany studenckie – najpierw przez samorząd, potem indywidualnie. Zaangażowałam się w pracę naukową. Poza tym robiłam to, co wszyscy – ankiety w ośrodkach badawczych. Odbyłam też kilka studenckich praktyk. Obecnie jestem na rocznych praktykach w PriceWaterhouseCoopers. Czuję się tu właściwą osobą na właściwym miejscu, ale pewności, że mnie potem na stałe zatrudnią, nie mam – relacjonuje Magdalena Sułek, studentka piątego roku w Instytucie Socjologii UW.

Opinia eksperta

Jerzy Głuszyński, wiceprezes zarządu Instytutu Badania Opinii i Rynku Pentor: Naszą otwartość w stosunku do absolwentów socjologii, wyraźną na początku lat 90., przytłumiły późniejsze doświadczenia. Zauważyliśmy, że osoby te są zazwyczaj krytycznie nastawione do narzędzi, z którymi pracują. Przejawia się to m.in. w chęci wpłynięcia na przebieg prowadzonego wywiadu. Po drugie, zaobserwowaliśmy pewną nierzetelność. A w przypadku socjologów próby fałszerstwa powinny być jednoznacznie dyskwalifikujące. Chodzi tu rączej o zjawisko, a nie pojedyncze przypadki, co potwierdzają moi koledzy z innych firm badawczych. U kandydatów cenimy wiedzę i umiejętność myślenia kategoriami marketingowymi, tj. patrzenia na pracę przez pryzmat potrzeb klienta. Prócz absolwentów socjologii nasze wymagania bardzo dobrze spełniają osoby po psychologii, zarządzaniu i ekonomii. Choć nie chcę uogólniać – sprawdzić się może nawet ktoś po filozofii. Dziś możemy przebierać w ofertach. W najlepszej sytuacji są więc ci, którzy pracę badawczą zaczynali jeszcze jako studenci.

Pełna publikacja mojego artykułu: „Rzeczpospolita”, 12.03.2003

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie teksty na tym blogu – o ile nie jest podpisane inaczej – są mojego autorstwa. Jeśli chcesz wykorzystać tekst lub jego fragment, skontaktuj się ze mną.